W ciszy westchnienia. Jak potęga przebudzona. Bracia, kuzyni przy łożu Ojca, Który odchodzi w stronę słońca. W powietrzu słychać szept modlitwy. To nie my mówimy, To nasze dusze Dziwnie spokojne o cud proszą. Bo one wiedzą Cuda to ludzie. Lecz czy się uda to tym razem? Ojciec umiera, Dzieci z nim są. Odprowadzają go do bramy. Bo Ojciec nam o strachu mówił Pierwszego dnia powołania. Prosił, byśmy lęk wytrzebili Z naszych króliczych, małych serc. Skoro ty odchodzisz, I nawet modlitw już nie słychać. Bo tylko jeden dźwięk pozostał. O burtę łodzi biją fale, Bo Rybak odszedł, sieć samotna. Ojcze! Sieroty te - twe dzieci Już nawet płakać nie umieją. I nawet Rosja upragniona Cichutko roni swoją łezkę. Kolejne dziecko przy dłoni Ojca Stawia się milczkiem |
Gdzie sie podziejemy i my? Powiedz, co dalej? Wstań, do okna podejdź. Weź nas za rękę i poprowadź! O Święty Ojcze naszych wieków, O Namiestniku Dusz Naszych, Czemu odchodzisz? Dąkąd teraz? Pozwól nam podążyć za Sobą I nie zostawiaj nas nasz Ojcze Co u bram Niebios teraz stoisz. Kiedy Ciebie braknie Jak my będziemy żyli? Bo każdy w sercu swym Cię nosi. Ty tam zostaniesz Wielki Ojcze W sercach i w niebie Skąd obserwujesz Swych synów, córki, braci wielu. Tak cicho Ojcze jest na świecie, Stając w cieniu. Ty widzisz to, przy tronie niebios Stojąc, uśmiechasz się spokojnie. Udalo Ci się Drogi Ojcze Zjednoczyć rozbitą rodzinę. Ten świat sierot bez Ojca - Musi dalej płynąć we mgle, Ze strachem, że ta łódź się wywróci. Bo nikt już steru nie utrzyma Mimo, że sieć ktoś jeszcze chwyci ... POWRÓT |