Wspomnienie o Janie Pawle II - Wanda Kryszkiewicz

W ciszy westchnienia.
Jak potęga przebudzona.
Bracia, kuzyni przy łożu Ojca,
Który odchodzi w stronę słońca.
W powietrzu słychać szept modlitwy.
To nie my mówimy,
To nasze dusze
Dziwnie spokojne o cud proszą.
Bo one wiedzą
Cuda to ludzie.
Lecz czy się uda to tym razem?
Ojciec umiera,
Dzieci z nim są.
Odprowadzają go do bramy.
Bo Ojciec nam o strachu mówił
Pierwszego dnia powołania.
Prosił, byśmy lęk wytrzebili
Z naszych króliczych, małych serc.
Skoro ty odchodzisz,
I nawet modlitw już nie słychać.
Bo tylko jeden dźwięk pozostał.
O burtę łodzi biją fale,
Bo Rybak odszedł, sieć samotna.
Ojcze!
Sieroty te - twe dzieci
Już nawet płakać nie umieją.
I nawet Rosja upragniona
Cichutko roni swoją łezkę.
Kolejne dziecko przy dłoni Ojca
Stawia się milczkiem

Gdzie sie podziejemy i my?
Powiedz, co dalej?
Wstań, do okna podejdź.
Weź nas za rękę i poprowadź!
O Święty Ojcze naszych wieków,
O Namiestniku Dusz Naszych,
Czemu odchodzisz?
Dąkąd teraz?
Pozwól nam podążyć za Sobą
I nie zostawiaj nas nasz Ojcze
Co u bram Niebios teraz stoisz.
Kiedy Ciebie braknie
Jak my będziemy żyli?
Bo każdy w sercu swym Cię nosi.
Ty tam zostaniesz Wielki Ojcze
W sercach i w niebie
Skąd obserwujesz
Swych synów, córki, braci wielu.
Tak cicho Ojcze jest na świecie,
Stając w cieniu.
Ty widzisz to, przy tronie niebios
Stojąc, uśmiechasz się spokojnie.
Udalo Ci się Drogi Ojcze
Zjednoczyć rozbitą rodzinę.
Ten świat sierot bez Ojca -
Musi dalej płynąć we mgle,
Ze strachem, że ta łódź się wywróci.
Bo nikt już steru nie utrzyma
Mimo, że sieć ktoś jeszcze chwyci ...

POWRÓT